środa, 25 czerwca 2014

Prolog ,, Żegnamy Rzym - Żegnamy moje serce "


Ta historia zaczyna się jak najpiękniejsza baśń.
Więc tam w oddali, za Rzymem, za Włochami mieszkała piękna dziewczyna.
Miała imię jak księżniczka. Francesca.

Przechadzała się uliczkami Buenos Aires.
Poprawiła chustę, bowiem to był mroźny wieczór. Skręciła raz ostatni, przeszła przez ulicę i już.
Była w domu. Stanęła przed kamienną budowlą.
Przekręciła furtkę i pchnęła skrzypiącą furtkę przed siebie po czym delikatnie ją zamknęła.
- Ale mamo! W Restó nie mam żadnych pomocników! Ja tam kręćka dostanę!- Fran podeszła bliżej, by przysłuchać się uważniej rozmowy Luci z rodzicami.
- To poproś siostrę! Ona zawsze jest gotowa by Ci pomóc!- Zaśmiała się pod nosem.
- Francesca? Ja tu chłopa potrzebuję! Fran NIE MOŻE nosić ciężarów! Jest mała! - Teraz z trudnością powstrzymywała wybuch śmiechem.
- Dobrze.. Coś się załatwi. Na razie musisz sobie poradzić sam. - ciągnęła matka.
- Ok. Dobra. Trudno. Żyje się raz. - rzekł desperacko Luca.
Francesca  przekręciła klucz w zamku i weszła do domu. 
- Już jestem! - krzyknęła - niestety- dodała.
Przeszła po schodach prowadzących do jej pokoju.
Zapaliła światło. W niebieskim pokoju zrobiło się przytulnie.
- Trzeba tu posprzątać- wyszeptała i zaczęła długie wieczorne porządki. 

Fran - Moim wzorem

Cóż nie mówię, że powracam na MOJEGO NAJLEPSZEGO BLOGA (FEDEIMAXI...)
Lecz tą historię muszę zacząć.
Fran jest bardzo miła, nie jest zbyt idealna w tym serialu co daję kolejne plusy w walce z Vilu.
Więc idiotka ( czyt. ja ) postanowiła założyć o niej bloga.
Opowiem wam historię Francesci  szczegółowo ( i inni też xD ).
Od początku do końca.
Od A do Z.
Od przyjazdu do Buenos Aires.
Tą historią spróbuję w was wywołać żal i wszystkie uczucia.
Nie zmienię Francesci, historia jak w serialu tylko DUŻO więcej :-)
Będzie trochę Tomasa, to oczywiste, ale i tak Marcuś wygrywa :-)
To tyle...
A i..
p.s
ZAPRASZAM SERDECZNIE!